Zawsze w takim poście publikowałam swoje wiersze, lecz dzisiaj coś zupełnie innego. Dziś mianowicie proza. Poniżej wstawię wam fragment mojego opowiadania. Czekam na krytykę!
***
Znów król ją do siebie wezwał.Chyba po raz dziesiąty w tym miesiącu.Nie miała mu tego za złe gdyż wolała rozmawiać z nim niż słuchać matki, która szukała jej ,,Pożądnego'' męża. Więc szła przez ten sam korytarz, mijała te same pokoje gdzie dalej mieszkali ci sami lordowie.Nie mogła oddychać, przez ciasno związany gorset, a stelaż sukni uwierał strasznie lecz nie chciała poplamić dobrej sławy jej rodziny.Mijała kolejne komnaty aż doszła do apartamentów króla.Podeszła do komnaty, wyprostowała się, odgarneła z oczu brązowy lok i zapukała.Odpowiedziała jej głucha cisza. Zapukała ponownie bez rezultatu. Otworzyła powoli wyrzeźbione drzwi i zajrzała. W komnacie stało wielkie rzeźbione i pozłacane łoże, na ścianach wisiały obrazy w równie złotych ramach przedstawiały one wszystkich przodków rodziny królewskiej.Anna weszła do środka i uchyliła za sobą drzwi.Rozejrzała się. Nie patrzyła wcale na wymyślne ozdoby w komnacie. Przecież była tu już tyle razy i wiedziała że władca uwielbia pokazywać swe bogactwo. Wypatrywała raczej samego króla. Przemierzała wzrokiem całe pomieszczenie aż natknęła się na otwarte drzwi do ogrodu. No tak zapomniała że król uwielbia swój ogród.Podeszła więc do drzwi i zajrzała.Karol siedział na ławce wśród wielkich dębów i brzóz.Obok ławki na zadbanej rabatce rosła pięknie pachnąca Lawenda i Maciejka.Z drugiej strony na rabacie zaś rosły pomarańczowe i żółte turki. Za nimi rozciągał się pas kwitnących cyni i gerber, a jeszcze dalej na razie nie kwitnące lecz duże kanny. Nad ławką zaś na stelażu rosły czerwone i białe róże, które pieły się i roztaczały wokół słodki zapach lepszy niż najdroższe olejki różane.
- Prosiłeś mnie do siebie, panie? - spytała grzecznie kłaniając się.
- Tak Anno. Czyż nie dziś ten bal? - przywitał swoją siostrzenice.
- Tak panie. - odpowiedziała Anna spoglądając na władce. Był to staruszek z uśmiechem na twarzy, niski i chudy z pod złotej ozdobionej korony wystawały długie białe włosy. Patrzył na nią przyjaznym wzrokiem swych błękitnych oczów w których świeciły się jasne ogniki.
- Usiądź się proszę moja siostrzenico koło mnie na ławce.
Anna posłuchała prośby i to zrobiła. Król spojrzał w jej ciemne oczy swymi błękitnymi szkiełkami.
- Anno, przepraszam Cię bardzo że przeszkodziłem ci w balu. Twoja matka nie będzie zadowolona, a słyszałem że szuka ci męża...
- Tak wasza wysokość szuka mi małżonka, który będzie o mnie dbał i zapewni mi pewną przyszłość.I bardzo doceniam jej starania - rzekła starając się nie pokazywać że wcale tego nie chce - Lecz zła na pewno nie będzie jak się dowie że byłam u króla.
- Dobrze więc, a co u twego brata Jakuba?
- Jest zdrowy i za niedługo wróci na dwór. - odpowiedziała zadowolona że nie rozmawiają już o na temat jej małżeństwa.
- A to dobrze, a z Arturem twym wujem kontakt macie?
- Nie matka nie przepada za swym bratem Arturem i jego dziećmi.
- Trudno. Rodzina nie zawsze musi się lubić, a wierz mi mam w tym doświadczenie. - rzekł uśmiechając się lekko - Zaproszę Willa jego syna na dwór jest to odważny i mądry mężczyzna i ma siostre o jakieś 5 lat starszą od ciebie.
Brzozy zaszumiały głośno choć wcale nie było mocnego wiatru.
- Z przyjemnością poznam moją rodzinę. - rzekła. I tak było. Nie znała swych kuzynów ani wuja Artura.
Nagle do ogrodu wpadła zdyszana służka Anny i doradca króla.
- Witam waszą wysokość - odparła kłaniając się szybko - Pani! Pani! Matka panią szuka i ma pani coś ważnego do powiedzenia. - odparła szybko i wzieła głęboki oddech.
- Dobrze Mario. - rzekł król - Ma siostrzenica już idzie. Benjaminie o co chodzi?
- Wasza wysokość - pokłonił się doradca - Lordowie się o króla wypytują.
- Powiedz im żeby dali mi spokój nie czuje się na siłach i mam ważniejsze sprawy.
- Dobrze, Panie.
- A Benie czekaj. Wyślij po Artura chce go zobaczyć oczywiście z rodziną niech przyjedzie.
- Dobrze królu. - odparł Ben i wyszedł.
- Anno - zwrócił się w stronę siostrzenicy, która wstawała z ławki i oglądała piękne róże - idź do Matki. Do zobaczenia jutro!!! - rzekł uśmiechając się serdecznie.
- Do zobaczenia wasza wysokość! - pożegnała się wychodząc.
Wracała tą samą drogą co tu przyszła. Mineła wraz ze swą służką bogate apartamenty i wyszła na korytarz. Gorset dalej uciskał, a stelaż uwierał lecz ona nie zwracała na to uwagi. Rozmyślała nad swą rodziną. Myślała o wuju i jego dzieciach, a jej kuzynach.
I jak ? Podoba się? Wszelka krytyka w komentarzach... :)
Papa!!! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz